niedziela, 18 października 2015

Od Rossvet do Pioruna

Obudziły mnie promienie słońca na moim nosie.  Przeciągnęłam się leniwie. A więc w końcu przestało padać... Ziewnęłam szeroko. Chyba warto by się umyć... Przystąpiłam do porannej toalety.
Wyszłam z jaskini. Piękne tereny ma ta sfora, trzeba przyznać. Patrzyłam zafascynowana na złociste, czerwone, brązowe i żółte drzewa, na jelenia przemykającego się pomiędzy nimi, na szere, białe i  brązowe króliki bawiące się w krzakach.
-Chyba warto by się przejść- mruknęłam sama do siebie.
Ostatni raz się przeciągnęłam i ruszyłam w dół zbocza.
-Hej!- usłyszałam krzyk.
Odwróciłam się zdziwiona.
-Cześć... -mruknęłam- Jak cię zowią?-zaśmiałam się.
-Piorun, a ciebie?
-Rossveet- powiedziałąm. Mój brzuch zaburczał BARDZO głośno. Nowy spojrzał na mnie.
-Chyba jesteś głodna.
-Raczej.
-To czemu nie zapolujesz?
Spojrzałam na niego urażona.
-Ty tak poważnie?
-Taaaak?
-Jestem wegetarianką.
-Serio? W życiu nie widziałem psa, który byłby wegetarianem.
-No to zobaczyłeś. Wiesz, gdzie tu jest najbliższa wioska ludzi?
                                                                          <Piorun?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz