Dzień za dniem przesiaduję w swojej norze Obraz przede mną jest już naprawdę czarno - biały (Ta, anatomia psa, nie widzą kolorów ;-;) Nie
czuję sensu wychodzenia na światło dzienne, omijając mój ulubiony
deszcz czy to iż jest jesień. Wystawiam nos jeden raz, aby zaczerpnąć
świeżego powietrza i ponownie wracam wgłąb siebie.
Życie daje nam takiego kopa w dupę, że żyje się, aby pokonać stres.
Poczekałem do nocy. Księżyc w pełni, wycie wilków. Wreszcie... Ostatni raz westchnąłem i wyszedłem ze swojej ponurej miejscówki, do jeszcze bardziej ponurego miejsca. Zacząłem biec w głąb ciemnego lasu. Na mojej drodze nie widzę nikogo. I bardzo dobrze. W końcu usłyszałem warczenie. Odwróciłem się i przed sobą zauważyłem zarysy zbliżającego się do mnie psa. Również zacząłem warczeć.
- Kim jesteś? - pyta. Nastawiłem uszy.
- Psem - odparłem spokojnie.
Byle kto? ;-; Brakus Wenus...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz