Każdy dzień dawał mi coraz bardziej do myślenia. Wiedziałem, że nie mogłem zaufać Miracle... ale aż tak? Rozejrzałem się po okolicy. Byłem w jakimś lesie. Jakimś ciemnym lesie, który nie miał nic do wykonania. Dobra, co ja gadam. Opanuj się Eny, opanuj. Zauważyłem coś brązowego. Szybko skoczyłem na to i wbiłem w to kły. Pomachałem moją kitą i zacząłem brać się do jedzenia. Po chwili usłyszałem ciche warczenie. Odwróciłem się. Tam była jakaś biała sunia. Uśmiechnąłem się.
- Quietly Music lub jak chcesz Eny. - zaśmiałem się.
- Lunaris, a teraz... to było moje.
- Oh.. jeśli to chcesz, to mnie złap!
- Nie będę się z tobą bawić... zresztą - to tereny mojej sfory! - krzyknęła.
- Złość urodzie szkodzi, złotko. A teraz proszę, skoro tak. - podstawiłem jej pod nos jelenia. - Smacznego.
- Może chciałbyś dołączyć do sfory? - zapytała, przerywając ciszę.
- Może. - uśmiechnąłem się.
Lunaris?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz