Chrząknąłem cicho i postawiłem płową łapę na poprzednim miejscu. Przewróciłem oczyma i jeszcze raz zmierzyłem suczkę wzrokiem. Zimna, arogancka... Czy te dwie duszyczki nie pasują do siebie? Ahh, Dark, ogar.
– Czego chcesz? – powtórzyła, głośniejszym fuknięciem.
– Mogę wiedzieć, z kim mam doczynienia? – wyszeptałem ostrzegawczym tonem i zmrużyłem ślepia.
Zauważyłem, jak kontury stworzenia w tej ciemności się odwracają.
– Pomyślmy... Jak masz na imię? – zapytała z nieukrywalną niechęcią.
– Pierwszy zapytałem...
– Ale to było zupełnie inne pytanie – odparła.
– Kurwa mać, co robisz na terenach Dogs Midnight?!
– O, widzę, że obrońca sfory się znalazł...
– Ta... - mruknąłem – Zar... Co?! Nie!
Suczka przekrzywiła głowę. Jedyne co widziałem to jej błękitne, przenikliwe, błękitne oczy które mnie przeszywały na wylot. Gdyby umiały zabić, już dawno leżałbym trupem na ziemii. Westchnąłem ciężko.
– Lorde of Darkness – warknąłem płytko.
– Co "Lorde of Darkness"? – błagam kobieto, ty mnie chcesz zirytować?!
– Moje imię... To Lorde of Darkness – burknąłem.
– Ohh, i to zobowiązuje... – jej oczy przeszły na czarne niebo.
– A twoje? - pytam znowu.
Suczka wydawała się spięta. Jakby miała zaraz uciec. W sumie, ta rozmowa przestawała przypominać dialog. Co się jej dziwić?
– Annabeth, jeśli ci do szczęścia potrzebne, panie władco ciemności.
Annabeth. Powtórzyłem sobie w myślach kilka razy, bo najlepszy w zapamiętywaniu imion to nie byłem.
– Piękne – uznałem z sarkazmem.
– Dziękuję – chyba ledwo co przełknęła to słowo i sztucznie się ukłoniła.
Annabeth? :v
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz